Krzysztof Krajewski zapalił znicz przy pomniku poświęconym marynarzom okrętów podwodnych, którzy zginęli podczas służby w czasie pokoju. Ambasada RP w Rosji opublikowała informację o tym geście, wskazując, że dotyczył on pamięci załogi atomowego okrętu K-141 „Kursk”. Działanie dyplomaty miało miejsce w połowie sierpnia 2026. Gest skoncentrował się na upamiętnieniu marynarzy, a nie na bieżącej polityce.
Dlaczego gest ambasadora wzbudził zainteresowanie?
Zapalenie znicza przez przedstawiciela Polski zyskało uwagę ze względu na trudne relacje polsko-rosyjskie oraz na bolesną historię katastrofy „Kursk”. Tragedia ta stała się jednym z symboli problemów rosyjskiej marynarki na początku XXI wieku. Dla dyplomacji oddzielenie pamięci o zmarłych od oceny działań władz ma znaczenie protokolarne i etyczne. W ten sposób ambasador podkreślił pamięć o marynarzach niezależnie od stosunków między państwami.
Jak przebiegała katastrofa „Kursk”?
Do eksplozji na okręcie doszło 12 sierpnia 2000 roku podczas ćwiczeń Floty Północnej. Pierwszy wybuch spowodował kolejną, silniejszą detonację, wskutek której okręt osiadł na dnie Morza Barentsa. W katastrofie zginęło 118 członków załogi. Początkowe działania ratunkowe były opóźnione, a przez kilka dni Rosja odrzucała oferty pomocy zagranicznej, co później spotkało się z szeroką krytyką.
Specjaliści, którzy mogli dotrzeć do wraku dopiero po zaakceptowaniu pomocy międzynarodowej, stwierdzili 21 sierpnia 2000 roku, że nikt nie przeżył. Oficjalne śledztwo wskazało jako przyczynę awarię torpedy wykorzystującej nadtlenek wodoru (HTP). Wrak został wydobyty w 2001 roku podczas operacji z udziałem holenderskich firm; część dziobowa została odcięta i pozostawiona na dnie.
Zapalenie znicza przez ambasadora odnosi się bezpośrednio do pamięci załogi „Kursk”, a nie do oceny decyzji ówczesnych władz. Gest ten przypomina dramatyczny przebieg akcji ratunkowej i straty rodzin zmarłych marynarzy. Wrak „Kurska” został wydobyty w 2001 roku.